PRZYJEMNOŚĆ

Przyjemność …..to moment zawieszenia…. I nie myślenia. Bo przyjemności nie można zaplanować, wpisać w grafik, czy pobrać jak aplikację.
Przyjemność można tylko poczuć… I najlepiej wszystkimi zmysłami….. Ideałem byłoby gdyby wzrok, dotyk, słuch i węch dostarczałyby tych samych odczuć. Podobnej przyjemności. Prosty przykład - odwiedzam Manufakturę Czekolady (ul.Piotrkowska 217 Łódź) – zapach obejmuje mnie od wejścia, czuję czekoladę we włosach ubraniu, kakao wierci w nosie, muzyka nie przeszkadza, bo w tym wypadku inne zmysły są pobudzone. Siedzące przy stoliku kobiety z przyjemnością oblizują łyżeczki… na których jeszcze pozostał ślad ciemnej czekolady. Stan błogości – zauważalny od pierwszego spojrzenia – przymknięte powieki i spowolnione ruchy.. Takie emocje pokazano w filmie „Czekolada” . Juliette Binoche grająca Vianne Roche zmysłowo „kręci” czekoladę, dodaje różne przyprawy, jej smakowi ulega nawet pies.
Przyjemności nie można konsumować łapczywie… bo to już nie jest przyjemność. Sztuką jest powolne kosztowanie, zasmakowanie w przyjemności….. Przyjemność to spowolnienie. Przeciwnicy tej teorii uważają, że dynamika i aktywny tryb życia to właśnie przyjemność. Ale czy przyjemność doznawana w przyspieszonym tempie jest przyjemnością? Jest łapaniem okazji….
Dla każdej z nas przyjemność będzie inna. Możemy zadowolić się poranną kawą, dobrym wyglądem, czy słońcem za oknem. Ile kobiet tyle wariantów.
Proponuję ułożyć własną listę (jej odczytywanie i wspominanie pomoże nam w trudniejszych chwilach. Listę przyjemności, czym dłuższa tym lepiej, ja zaczynam układanie jej od:
- gdy budzę się rano to lubię ….. lubię nie czuć presji czasu, króciutka, kilkuminutowa drzemka, po tym jak zadzwoni budzik w telefonie i powolne wejście w nowy dzień,
- śniadanie – to mały rytuał – razem z rodziną lub sama, ale bez pośpiechu, prześcigania się ze wskazówkami zegara, spowolnienie dające napęd na dalsze godziny dnia,
- poranna kawa – ale nie wypijana w samochodzie, tylko z filiżanki - delektując się jej smakiem, aromatem… ja mam swoją ulubioną mieszankę - dodaję imbir, kardamon i cynamon…. Tercet stawiający do pionu, mocno energetyczny….
- poranny spacer – i spacer we wszystkich jego odmianach – chodzenie jest przyjemnością………spacer bez wyznaczonego celu i trasy…. W wersji slowly i bardziej dynamicznej.
Nie minęło południe , a ja już mam kilka swoich przyjemności. Zaskakujące. Nigdy o tym tak nie pomyślałam…
I druga połowa dnia – tu można dowolnie zbudować swoje przyjemności… te mniejsze i te większe. Myśląc, nie myśląc. Po prostu odczuwać… Poczuć.
Ja dodałabym zachody słońca – gra światła między wschodem i zachodem – Mały Książę mówił, że kiedy jest się samotnym lubi się zachody słońca. Ja lubię je podziwiać w samotności lub w towarzystwie. Po prostu lubię zachody słońca. Ten festiwal światła i koloru.
I wtedy z przyjemnością zasiadam na kanapie. Filiżanka z gorącą herbatą rozgrzewa nie tylko dłonie, ale i serce. Biorę ulubionego Mac’a, w zmroku świeci znaczkiem jabłuszka. Często mruga do mnie.
I wtedy oddaję się przyjemności. W zaciszu pracowni….. Umilkły telefony… Nie ma nowych maili i powiadomień. A ja mogę w dowolny sposób serwować. Odwiedzać swoje ulubione strony. Zahaczyć o Moove…. Zobaczyć co nowego się pojawiło. Odkryć nowe przyjemności. Bo wieczór temu sprzyja…. Ciemność za oknem kryje niedopowiedzenia, niedomówienia. Cała sfera przyjemności…..
Przyjemnością jest wejście do wanny, pod prysznic i zmycie z siebie „dnia”. I potem powolne dopieszczanie się – nakładanie balsamów, smarowanie, masowanie. Dotyk, który lubi nasze ciało. Male, domowe SPA.
I wreszcie nadchodzi ta chwila – powolne przejście od życia w strefę ciemności i uspokojenia.
Chyba nie zamknęłam mojej listy przyjemności, bo każdy dzień przynosi nową przyjemność….
zamknij